Historia Kinowego Dźwięku, Część I: Przed Wielkim Wybuchem – Era Magnetyczna (1940-1975)

Seria: Wielka Historia Surround Sound | surroundmaniak.poznanczyk.org

Zanim Ray Dolby zmienił wszystko, zanim Lucas i Spielberg otworzyli nam uszy, zanim ktokolwiek wymówił słowo „Atmos” – był dźwięk, który emanował z jednego głośnika schowanego za ekranem. Mono. Jeden punkt. Jedna plamka brzmieniowej rzeczywistości zawieszona w ciemności sali kinowej.

Ale już w 1940 roku, w pewnym teatrze na Broadwayu, publiczność siedziała otoczona dźwiękiem ze wszystkich stron – z przodu, z tyłu, z boków, a nawet z sufitu. Historia surround sound zaczęła się wcześniej niż większość z nas myśli. I zaczęła się od bajki.

Akt I: Fantazja i Fantasound – Narodziny Idei (1940)

Był rok 1937. Walt Disney siedział w swojej ulubionej restauracji Chasen’s w West Hollywood, kiedy przy sąsiednim stoliku zauważył polskiego dyrygenta Leopolda Stokowskiego. Przypadkowa rozmowa o muzyce zamieniła się w projekt, który zmienił historię dźwięku.

Disney kupił prawa do symfonicznego poematu „Czarnoksiężnik Uczeń” Paula Dukasa z myślą o krótkim filmie animowanym dla Myszki Miki. Koszty produkcji szybko przekroczyły budżet krótkometrażówki, więc pomysł urósł – zaczęto myśleć o pełnometrażowym „wizualnym koncercie muzycznym”, w którym animacja nie opowiada historii, lecz maluje muzykę. Stokowski zgodził się dyrygować za darmo. Efektem była Fantazja – i konieczność stworzenia od zera systemu dźwięku, który jeszcze nie istniał.

Inżynierowie Disneya, pod kierownictwem Williama Garitego, stanęli przed zadaniem niemożliwym: jak sprawić, żeby widz siedząc w kinie czuł, że orkiestra gra dookoła niego? Istniejące systemy mono – jeden głośnik za ekranem – nadawały się do dialogów i prostych efektów, ale muzyka symfoniczna cierpiała, zgnieciona do jednego punktu. Garity i jego zespół zaprojektowali coś, czego nikt wcześniej nie widział.

Fantasound – bo tak nazwali system – nagrywał materiał na osiem osobnych ścieżek optycznych, korzystając z dziewięciu synchronizowanych nagrywarek. Po raz pierwszy w historii kina zastosowano wielościeżkowe równoczesne nagrywanie i overdubbing. Po raz pierwszy użyto ścieżki kliknięć (click track) do synchronizacji orkiestry. A do odtwarzania w kinach – zestaw głośników, który wprawił widzów w osłupienie.

Na premierze 13 listopada 1940 roku w teatrze Broadway w Nowym Jorku zainstalowano 36 głośników za ekranem oraz dodatkowe głośniki po bokach i z tyłu widowni. Jeden z prototypów systemu przewidywał nawet głośnik sufitowy – blisko 80 lat przed tym, zanim cokolwiek podobnego pojawiło się w Dolby Atmos. Dźwięk poruszał się po sali – skrzypce leciały z lewej, trąbki z prawej, a dźwięki miotełki czarodziejskiego ucznia Myszki otaczały widza ze wszystkich stron.

Na zdjęciu widać historyczną instalację systemu dźwiękowego Fantasound, opracowanego na potrzeby filmu „Fantazja” Disneya z 1940 roku
Na zdjęciu widać historyczną instalację systemu dźwiękowego Fantasound, opracowanego na potrzeby filmu „Fantazja” Disneya z 1940 roku c.d.
Inżynier dźwięku instalujący zestaw głośników do odtwarzania stereofonicznej ścieżki dźwiękowej „Fantazji”, w 1940 roku.

Reakcje były natychmiastowe i intensywne. „Nawet żywy koncert nigdy nie brzmiał tak bogato, przejrzyście i szczegółowo” – pisano. Biletów nie można było kupić od ręki: zatrudniono osiem telefonistek, żeby obsługiwały telefony. Fantazja grała nieprzerwanie przez 57 tygodni przy pełnych salach.

Ale sukces był złudzeniem. Koszt instalacji Fantasound w jednym kinie wynosił do 85 000 dolarów – w wartości z 1940 roku. System dotarł zaledwie do 13 miast. Potem przyszła II Wojna Światowa, wszystkie instalacje prócz jednej rozmontowano i oddano na potrzeby wojska. RKO, które przejęło dystrybucję Fantazji, zastąpiło Fantasound zwykłym monem.

Wielki pomysł zginął. Na razie.

Ale zostawił po sobie coś, czego nie można zlikwidować: dowód, że wielokanałowy dźwięk przestrzenny jest możliwy, pożądany i porywający. Każdy system, który pojawił się po nim – CinemaScope, Todd-AO, Dolby Stereo, DTS, Atmos – jest dzieckiem Fantasound.

Akt II: Hollywood kontra telewizja – Wyścig Zbrojeń (lata 50.)

Wróćmy do początku lat pięćdziesiątych. Telewizja właśnie wchodzi do amerykańskich domów z impetem tsunami. Frekwencja w kinach spada. Hollywood jest przerażone i wchodzi w tryb paniki kreatywnej.

Przemysł filmowy proponuje wszystko: szeroki ekran, trójwymiarowość, zapachy w kinie (AromaRama, Smell-O-Vision – serio), a przede wszystkim – lepszy dźwięk. Skoro telewizja oferuje małe, kwadratowe, czarno-białe obrazy z głośnikiem wielkości dłoni, kino odpowie panoramą ekranu i dźwiękiem, który dosłownie atakuje ze wszystkich stron.

Cinerama i siedem kanałów (1952)

Pierwszym wielkim spektaklem był Cinerama – system trzech zsynchronizowanych projektorów 35 mm, które razem wypełniały głęboko zakrzywiony ekran o proporcjach 2,89:1 i kącie widzenia 146 stopni. Obraz był niesamowity. A dźwięk?

Siedem kanałów. Pięć za ekranem (lewy, środkowo-lewy, centralny, środkowo-prawy, prawy) plus dwa kanały efektowe grające z głośników po bokach i z tyłu sali. Wszystko na osobnej, zsynchronizowanej taśmie magnetycznej 35 mm. Dla widza roku 1952 to było jak przybycie na inną planetę.

Kino Cinerama z jego 70-mm, żaluzjowym ekranem o kącie 146 stopni: około 19,8 m × 7,3 m.
Ten schemat przedstawia działanie systemu Cinerama, innowacyjnej technologii projekcji kinowej wprowadzonej w 1952 roku.
Trzy projektory: System wykorzystywał trzy zsynchronizowane projektory 35 mm, które jednocześnie wyświetlały obraz na ogromnym, zakrzywionym ekranie.
Ekran: Specjalny, mocno zakrzywiony ekran składał się z pionowych lameli, co minimalizowało odblaski i poprawiało skupienie obrazu z poszczególnych projektorów.
Dźwięk przestrzenny: Cinerama była pionierem dźwięku przestrzennego, wykorzystując osiem oddzielnych źródeł dźwięku rozmieszczonych wokół sali, aby stworzyć wrażenie zanurzenia w obrazie.

Problem: Cinerama była absurdalnie droga. Trzy projektory, specjalny ekran, osobna taśma dźwiękowa – to wymagało przebudowy kina od podstaw. System sprawdził się jako widowisko roadshow w kilku największych miastach, ale jako powszechny standard – nie miał szans. Hollywood potrzebowało czegoś dostępniejszego.

CinemaScope – Cztery Ścieżki na 35 mm (1953)

20th Century Fox odpowiedział CinemaScope – systemem obiektywów anamorficznych, które ściskały szeroki obraz na standardowej taśmie 35 mm. Prostszy, tańszy, kompatybilny z istniejącymi projektorami (po małej modyfikacji). I – co kluczowe – z własnym systemem wielokanałowego dźwięku.

Inżynier Hazard Reeves opracował metodę naklejania na kliszę 35 mm cienkich pasm materiału magnetycznego – „magnetic stripe”, magnetycznej taśmy dosłownie przyklejonej do taśmy filmowej. Na takie paski zmieszczono cztery kanały: lewy, centralny, prawy za ekranem oraz czwarty – efektowy (surround) – zasilający głośniki po bokach i z tyłu sali.

CinemaScope to anamorficzny format kinowy wprowadzony w 1953 roku przez 20th Century Fox, który zrewolucjonizował branżę filmową, umożliwiając wyświetlanie obrazu na bardzo szerokim ekranie.
Format ten wykorzystuje specjalny obiektyw, który podczas kręcenia filmu „ściska” obraz w poziomie, a podczas projekcji odpowiedni obiektyw na projektorze rozciąga go do pierwotnych proporcji.
Początkowy standardowy format obrazu w CinemaScope wynosił 2,55:1, co było znacznie szersze niż ówczesny standard kinowy 1,33:1.
Taśma filmowa z tamtego okresu często zawierała magnetyczne ścieżki dźwiękowe zamiast optycznych, co pozwalało na uzyskanie dźwięku stereofonicznego.

Czwarty kanał był wąski i podatny na szumy – żeby zminimalizować problem, był automatycznie wyciszany, gdy nie było na nim sygnału (uruchamiał go ton 12 kHz nagrany na ścieżce). Używano go ostrożnie: dla dramatycznych efektów – nagłe wybuchy, nadlatujące samoloty, nieziemskie głosy w filmach biblijnych. Stąd przez lata nazywany był po prostu „kanałem efektowym”, nie surround. Ale ziarno zostało posiane.

CinemaScope zapanował nad Hollywood błyskawicznie. Ale magnetyczne taśmy przyklejone do kliszy to nie był szczęśliwy pomysł w dłuższej perspektywie. Koszty produkcji kopii były dwa razy wyższe niż dla zwykłych kopii optycznych. Tlenki żelaza z pasków niszczyły głowice odtwarzające w projektorach. Kopie szybciej się zużywały. Wiele kin nigdy nie zainstalowało niezbędnego sprzętu. Stopniowo wytwórnie zaczęły produkować kopie magnetyczne tylko dla wybranych premier i pokazów roadshow, a resztę kina dostawała w starym mono optycznym.

Todd-AO – Sześć Kanałów na Siedemdziesiątce (1955)

Jeśli CinemaScope był odpowiedzią na Cineramę dla zwykłych kin, Todd-AO był odpowiedzią na Cineramę dla tych, którzy chcieli naprawdę robić kino.

Michael Todd – barwny producent-showman, który wcześniej współtworzył Cineramę – zraził się do trójprojektorowego potwora i zapragnął stworzyć coś, co osiągnie te same efekty z jednego projektora. „Cinerama przez jedno oko” – mówił. Nawiązał współpracę z doktorem Brianem O’Brienem z American Optical Company. Efektem był format 70 mm: taśma filmowa o szerokości 70 milimetrów (negatyw 65 mm), który dawał obraz znacznie ostrzejszy i stabilniejszy niż 35 mm.

Na tej szerszej taśmie zmieściło się sześć pasków magnetycznych – cztery na zewnątrz perforacji i dwa wewnątrz. Sześć dyskretnych kanałów dźwięku. Firma Ampex i Westrex zaprojektowały system dźwięku: pięć głośników za ekranem (lewy, środkowo-lewy, centralny, środkowo-prawy, prawy) plus szósty kanał efektowy dla głośników na bokach i z tyłu sali.

Jakość była szokująca. Szeroka ścieżka magnetyczna, wyższe prędkości taśmy, dyskretne kanały bez kompresji – Todd-AO brzmiał lepiej niż niemal wszystko, co potem nastąpiło przez kolejne dwie dekady. Inżynierowie twierdzili, że magnetyczne ścieżki Todd-AO mogły technicznie konkurować z ówczesnymi cyfrowymi ścieżkami nawet powyżej 40 kHz pasma przenoszenia.

Centrum Filmowe w Baltimore zaprezentowało „Oklahomę!” w 1956 roku we wczesnym szerokoekranowym formacie 70 mm zwanym Todd-AO. System projekcyjny Mike’a Todda używał jednej kamery z obiektywem o szerokim kącie 128 stopni, zamiast trzech kamer potrzebnych do pokazów Cineramy. Ta zgrabna ilustracja porównuje kąty widzenia różnych obiektywów.
Wyprodukowano z oryginalnego, 65-mm negatywu kamerowego 30 kl./s. Standardowa, sześciokanałowa magnetyczna ścieżka dźwiękowa Todd-AO. Była to oficjalna kopia roadshow, używana rzekomo podczas pierwszej rundy pokazów w całych Stanach Zjednoczonych. Istnieją jednak dowody, że wiele kin nie wyświetlało tej kopii – choć widzowie nie zdawali sobie z tego sprawy. Kopia barwna Eastman, wykonana przez Technicolor.

Pierwszym filmem w formacie Todd-AO był Oklahoma! (1955). Potem przyszły Dookoła Świata w 80 dni, Południowy Pacyfik, Spartakus, Kleopatra, Lawrence z Arabii, Dźwięki Muzyki, 2001: Odyseja Kosmiczna. Roadshowy w wybranych kinach, bilety rezerwowane z wyprzedzeniem, specjalnie wydrukowane programy. Wydarzenie kulturalne, nie zwykłe wyjście do kina.

Todd-AO stało się standardem dla prestiżowych produkcji przez całe lata 60. i 70. Ale – znowu – jego cena i złożoność ograniczały dostęp. Kopie 70 mm były drogie, wymagały specjalnych projektorów, specjalnej obsługi. Zdecydowana większość kin grała i tak w 35 mm mono.

Akt III: Dzika Dekada – Eksperymenty lat 60. i 70.

Przez całe lata 60. kino balansuje między ekstrawagancją roadshow a prozaiczną codziennością zwykłych kin. Wielkie filmy mają swoje kopie 70 mm z sześcioma kanałami. Reszta świata słyszy mono. Brzmi jak przepaść – i tak właśnie jest.

Ale w studiach nagraniowych i w kabinach miksażu trwa nieustanny eksperyment. Realizatorzy dźwięku stopniowo uczą się, że czwarty kanał efektowy – ten wąski, szumiący pasek w CinemaScope – może robić coś więcej niż tylko dramatyczne wybuchy. Można nim delikatnie otulać widza odgłosami tła: ptakami, odległym deszczem, szelestem widowni. Dźwięk przestaje być tylko informacją i zaczyna być przestrzenią.

Ten pomysł – że surround to nie „efekt specjalny” ale stała warstwa tła brzmieniowego – jest kluczową ewolucją myślenia. Kiedy Dolby pojawi się na scenie w połowie lat 70., trafi na grunt świetnie przygotowany przez tych eksperymentujących miksowniczyków.

Magtaśma – Technika Piękna i Kapryśna

Warto się zatrzymać i oddać hołd technologii, która przez ćwierć wieku była kręgosłupem wielokanałowego kina: magnetycznej taśmie na filmie kinowym.

Czym właściwie był „magnetic stripe”? To dosłownie wąskie pasmo tlenku żelaza – tego samego materiału co na taśmach magnetofonowych – naklejone na gotową kopię filmową. Brzmi prosto, ale w praktyce było to inżynierskie wyzwanie na każdym etapie. Taśmę filmową trzeba było chemicznie przygotować, żeby klej trzymał – nie zawsze trzymał. Głowice magnetyczne w projektorach zbierały osady tlenku i musiały być regularnie czyszczone – często nie były. Kopie z taśmą magnetyczną zużywały się szybciej niż standardowe kopie optyczne. Każda rysa, każde uszkodzenie ścieżki – słyszalne natychmiast jako trzask lub wypad kanału.

Mimo to magnetyczne ścieżki robiły rzeczy, o których optyczny mono nie mógł nawet pomarzyć. Dyskretne, szerokopasmowe, ciche kanały. Możliwość precyzyjnego lokalizowania dźwięku. Stereofoniczne pole przed widzem i surround za nim.

Zdjęcie głowicy magnetycznej projektora kinowego z lat 60. przy pracy – mechanizm odczytujący paski magnetyczne z taśmy filmowej w czasie seansu. Ten rzadko fotografowany element projektorów jest „sercem” całej epoki magtaśmy.

Ci, którzy pamiętają pokazy 70 mm Todd-AO w najlepszych salach kinowych z lat 60. i 70., mówią o doświadczeniu, które do dziś nie ma sobie równych. Nie dlatego, że technologia była lepsza od Atmos. Dlatego, że dźwięk był żywy – analogowy, ciepły, organiczny w sposób, którego żaden cyfrowy format nie potrafi w pełni odtworzyć.

Akt IV: Przed Świtem – Quo Vadis, Kino?

Wchodzimy w połowę lat 70. Sytuacja jest absurdalna. Z jednej strony mamy kopie 70 mm z sześcioma kanałami, które brzmią absolutnie olśniewająco w tych nielicznych kinach, które są wyposażone w odpowiedni sprzęt. Z drugiej – zdecydowana większość kin na świecie gra filmy w mono, tak samo jak w latach 30.

Koszty formatu magnetycznego są zaporowe. Naklejanie pasków na kopie filmowe jest powolne i drogie. Utrzymanie głowic magnetycznych w projektorach jest kosztowne i wymaga dyscypliny, której wielu kinooperatorów nie ma. Wytwórnie coraz częściej rezygnują z produkcji kopii magnetycznych i wracają do mono. Wielki eksperyment z lat 50. i 60. powoli się wycofuje.

Wielokanałowe kino zdaje się wchodzić w ślepą uliczkę.

A wtedy, w 1975 roku, pewna firma z San Francisco wypuszcza na rynek nową technologię. Nazywa się Dolby Stereo. I to jest już inna historia – historia, którą opowiemy w kolejnej części.

Widok wnętrza typowego amerykańskiego kina z przełomu lat 60. i 70. – jeden ekran, jeden projektor, jeden głośnik za zasłoną. Symbol stagnacji audio, od której uciekała cała ta technologiczna rewolucja.

Podsumowanie Epoki: Co Nam Zostało?

Era magnetyczna – od Fantasound przez CinemaScope do Todd-AO – zostawiła po sobie kilka kluczowych dziedzictw:

Techniczne: Udowodniono, że wielokanałowy dźwięk przestrzenny jest możliwy, realny i pożądany. Sześć dyskretnych kanałów Todd-AO stało się wzorcem, do którego wróci Dolby ze swoim formatem 5.1 – i które do dziś jest rdzeniem każdego systemu kinowego dźwięku.

Artystyczne: Realizatorzy dźwięku przez te lata nauczyli się myśleć przestrzennie. Odkryli, że surround to nie tylko dramatyczny efekt – to stała warstwa audytywnej rzeczywistości, w której zanurza się widz.

Ludzkie: Widzowie, którzy w 1955 roku siedzieli na premierze Oklahoma! w sali z Todd-AO albo w 1940 roku słyszeli Fantasound w nowojorskim teatrze – ci ludzie wiedzieli, czego chcą. Wiedzieli, że dźwięk kinowy może być czymś nieporównywalnie większym niż tło dla obrazu.

I ta wiedza – przekazywana z pokolenia na pokolenie kinomanów, realizatorów, inżynierów – doczekała się wreszcie swojej chwili, gdy technologia stała się wystarczająco tania i wystarczająco niezawodna, żeby dotrzeć do każdego kina na świecie.

Ale to już historia Dolby, DTS, i rewolucji cyfrowej. Wkrótce.

Następna część: Era Dolby Stereo – Gwiezdne Wojny i Narodziny Nowego Kina (1975–1992)

Seria ukazuje się na surroundmaniak.poznanczyk.org. Autor korzystał m.in. z materiałów Dolby Laboratories, archiwów Widescreenmuseum.com, dokumentacji Fantasound i historycznych źródeł branżowych.

Oś czasu – Era Magnetyczna (1937–1975)

RokWydarzenieZnaczenie dla historii dźwięku
1937Walt Disney spotyka Leopolda Stokowskiego w restauracji Chasen’sPrzypadkowa rozmowa zapoczątkowuje projekt Fantazji i systemu Fantasound
1940Premiera Fantazji z systemem Fantasound – 36 głośników, Broadway, Nowy Jork (13 listopada)Pierwszy publiczny pokaz wielokanałowego dźwięku przestrzennego w kinie; prototyp głośnika sufitowego
1941Wybuch II Wojny Światowej – instalacje Fantasound rozmontowane i przekazane wojskuPierwszy wielki projekt immersywnego dźwięku ginie po zaledwie 13 instalacjach
1946RKO przejmuje dystrybucję Fantazji i zastępuje Fantasound zwykłym monemKoniec pierwszego rozdziału historii surround; pomysł idzie w zapomnienie na dekadę
1952Premiera systemu Cinerama – 7 kanałów na trzech zsynchronizowanych projektorach 35 mm (This Is Cinerama)Powrót wielokanałowego kina po wojnie; 5 kanałów z przodu + 2 surroundy; szokujące doświadczenie dla publiczności
1953CinemaScope i technologia „magnetic stripe” – 4 kanały na taśmie 35 mm (Szata, 20th Century Fox)Wielokanałowy dźwięk po raz pierwszy dostępny poza roadshow; narodziny dedykowanego „kanału efektowego” (przyszłego surround)
1955Premiera Todd-AO – 6 dyskretnych kanałów na taśmie 70 mm (Oklahoma!, Rivoli Theatre, Nowy Jork)Sześć kanałów jako standard prestiżowego kina; układ głośników, do którego wróci format 5.1 trzy dekady później
1956Dookoła Świata w 80 dni – Todd-AO; Oscar za najlepszy filmFormat 70 mm staje się synonimem jakości i prestiżu roadshow
1959Ben-Hur – 70 mm, 6 kanałów magnetycznych; 11 OscarówSzczytowy moment roadshow jako kulturowego wydarzenia; dźwięk integralna część sukcesu tytułu
1962Lawrence z Arabii – Todd-AO, miks dźwiękowy Johna CoxaJeden z najwyżej ocenianych miksów epoki magnetycznej; dźwięk pustyni jako doświadczenie przestrzenne
1965Dźwięki Muzyki – Todd-AO; najlepiej sprzedający się film dekadyFormat 70 mm osiąga szczyty popularności komercyjnej; roadshow jako masowe zjawisko kulturowe
19682001: Odyseja Kosmiczna Kubricka – 70 mm Todd-AOPrzełom artystyczny: dźwięk jako równoprawny element narracji filmowej, nie tylko tło
~1970Koszty kopii magnetycznych stają się zaporowe; wytwórnie zaczynają stopniowo rezygnować z formatuWielokanałowe kino cofa się do roli niszowej; większość kin wraca do mono
1975Dolby Laboratories wprowadza Dolby Stereo na optycznej ścieżce 35 mm (Lisztomania)Koniec ery magnetycznej; nowa epoka bez kosztownych pasków i kapryśnych głowic magnetycznych

Podobne wpisy