Audio Show 2025 – powrót po latach, czyli konfrontacja mitu z rzeczywistością
Byłem na Audio Show trzy razy dawno temu, ostatni raz w 2002 roku. Wtedy powiedziałem sobie, że to już koniec. Że nie ma sensu wracać, że wszystko już widziałem, że ta wystawa stała się bardziej pokazem ego niż realnego dźwięku.
A jednak wróciłem. W tamtym roku znów pojawiłem się na Audio Show. I choć miałem zostać „tylko na chwilę”, wciągnęło mnie ponownie. Tym razem byłem tylko jeden dzień, na Stadionie Narodowym, bez chodzenia po hotelach. Krótki, intensywny kontakt z tym, co dziś nazywa się high-endem.
I to wystarczyło.
Poniżej relacja z Audio Video Show 2025. W materiale pojawiają się krótkie fragmenty wybranych utworów odtwarzanych w salach – nagrane tak, jak udało mi się je uchwycić „z ręki”, w warunkach targowych:
Lista utworów zarejestrowanych na filmie
Dla osób, które chciałyby odsłuchać nagrania na własnym systemie, przygotowałem dedykowaną playlistę na platformie TIDAL. Zawiera ona wszystkie utwory wykorzystane podczas sesji w tej samej kolejności, co w materiale wideo, dzięki czemu można w prosty sposób odtworzyć cały przebieg odsłuchu.
- John Mayall – The Mists of Time
- Joanna Kulig – Dwa Serduszka
- Dawid Kwiatkowski – Idziesz ze mną
- Tom Misch – Tidal Wave
- Mike Oldfield – Crystal Clear
- My Brightest Diamond – Another Chance
- The Weeknd – Gasoline
- Primal Scream – Free
- Stevie Ray Vaughan – Tin Pan Alley
- Hugh Masekela – Stimela (Coal Train)
- Grouch – Soul Provider
- Depeche Mode – Where’s the Revolution
- Hans Theessink – Behind the Sun
- Felix Laband – Black Shoes
- Rodrigo y Gabriela – Savitri
- Deadmau5 feat. Colleen D’Agostino – Seeya
- Goldfrapp – Felt Mountain
- Kenichi Tsunoda Big Band – Tuxedo Junction
- Jamal Ahmad – Pots en Verre
- John Coltrane & Miles Davis – So What
- Chicago Symphony Orchestra – Prokofiev: Lieutenant Kijé Suite, Op.60: I. Birth of Kijé
- Chicago Symphony Orchestra – Prokofiev: Lieutenant Kijé Suite, Op.60: II. Romance
- Marcin Masecki – Cachito
- Rodrigo y Gabriela – Stairway to Heaven
- Petra Magoni – Fever
- Laurie Anderson – Bodies in Motion
- The Doors – Cars Hiss by My Window
Winyl jako król prezentacji
To, co najbardziej rzuciło się w oczy, to dominacja gramofonów w drogich systemach prezentacyjnych. W wielu salach źródłem był właśnie winyl. Sprzęt często za 50 000 zł i więcej, czasem traktowany wręcz jak centralny element całego systemu.
I muszę przyznać jedno – brzmienie potrafiło być zaskakująco dobre.
Paradoks polega na tym, że mówimy o nośniku obiektywnie ograniczonym. O płycie, która ma swoje fizyczne granice: ograniczoną dynamikę, szumy, zniekształcenia, a także konieczność bardzo ostrożnego masteringu. Realizatorzy muszą pilnować nawet takich rzeczy, jak to, żeby przy zbyt mocnym uderzeniu basu igła nie wyskoczyła z rowka.
Więcej na ten temat napisałem w tekście o fizycznych ograniczeniach winylu.
A mimo to, efekt końcowy często brzmiał bardzo atrakcyjnie. Ciepło, gładko, momentami wręcz hipnotycznie.
Ale czy to naprawdę „referencja”?
I tu pojawia się pytanie, które wraca do mnie od lat.
Czy winyl jest faktycznie najlepszym źródłem dźwięku?
Jeśli mówimy o dźwięku analitycznym, neutralnym, pozbawionym podbarwień, to moja odpowiedź pozostaje niezmienna – nie. Lepszym wyborem będzie dobrze wydana płyta CD, SACD albo wysokiej jakości streaming. Oczywiście pod jednym warunkiem: że materiał został dobrze zrealizowany.
Bo tu leży prawdziwy problem. Nie format, tylko produkcja.
Współczesna muzyka „masowa” jest często skompresowana, spłaszczona i przygotowana pod głośniki samochodowe, słuchawki i miejskie hałasy. Ma być głośno, równo i bez ryzyka, że coś „zniknie” w tle.
Ale wciąż istnieją perełki. Zarówno na CD, jak i na winylu. I zdarzają się sytuacje, w których genialna realizacja trafia tylko na analog i nigdy nie doczeka się cyfrowego wydania w tej samej jakości. Wtedy winyl ma sens. Ale to nadal droga i wymagająca zabawa.
High-end jako teatr
Audio Show coraz bardziej przypomina teatr. Każda sala to osobna historia, osobna interpretacja tego, czym jest „dobry dźwięk”. Czasem to demonstracja możliwości sprzętu, czasem demonstracja budżetu, a czasem realna próba stworzenia czegoś wyjątkowego.
Wchodzisz, siadasz, słuchasz kilku minut i próbujesz ocenić system, który w rzeczywistości wymagałby godzin, a może dni, żeby go naprawdę zrozumieć.
A mimo to, te pierwsze minuty często wystarczają, żeby wyrobić sobie emocjonalne wrażenie. I to właśnie ono zostaje najdłużej.
Powrót do pytania sprzed lat
Wracając z zeszłorocznej edycji, miałem w głowie to samo pytanie co zawsze:
czy idziemy w stronę lepszego dźwięku, czy w stronę coraz bardziej efektownej interpretacji dźwięku?
I chyba odpowiedź nie jest jednoznaczna.
Bo z jednej strony mamy technologię, która teoretycznie powinna dawno pogrzebać winyl. A z drugiej strony mamy emocje, których nie da się łatwo zmierzyć ani zapisać w specyfikacji.
