Audio Video Show 2026. Bez efektu WOW, ale z kilkoma faworytami

Moja przygoda z Audio Video Show zaczęła się jeszcze w 2000 roku. Odwiedzałem imprezę również w latach 2001 i 2002, a później nastąpiła długa przerwa. Na targi wróciłem w 2025 roku i pojawiłem się ponownie podczas tegorocznej edycji. Zarówno w ubiegłym roku, jak i teraz skupiłem się na prezentacjach odbywających się na PGE Narodowym.

Audio Video Show 2026 nie przyniosło mi wielkiego odkrycia. Nie usłyszałem systemu, który powaliłby mnie na kolana, ani takiego, po którego prezentacji chciałbym natychmiast przebudować własny zestaw. Nie oznacza to jednak, że wyjazd był nieudany.

Największą wartością okazało się dla mnie słuchanie muzyki na różnych systemach. Wystawcy przygotowują własne zestawy utworów, reprezentujące różne gatunki i realizacje. To świetna okazja, by poznać nowe nagrania, ale również skonfrontować brzmienie prezentowanych zestawów z tym, co znam z własnego systemu.

Film z Audio Video Show 2026

Przygotowałem również film przedstawiający tegoroczne prezentacje na PGE Narodowym. Można w nim zobaczyć sprzęt, kolumny i fragmenty odsłuchów, które udało mi się zarejestrować podczas zwiedzania targów.

Audio Video Show 2026 – odsłuchy na PGE | Muzyka, sprzęt i brzmienie w salach wystawowych

Streaming, winyle i szpulowy powrót do przeszłości

Pod względem źródeł dźwięku nie było wielkiego zaskoczenia. Podczas prezentacji dominował streaming. Nie zabrakło również płyt winylowych, a na jednej z prezentacji można było usłyszeć muzykę odtwarzaną z magnetofonu szpulowego.

I właśnie ta ostatnia prezentacja należała do najprzyjemniejszych niespodzianek. Widok pracującego magnetofonu, taśmy przesuwającej się między szpulami i całej otoczki związanej z takim sposobem odtwarzania ma w sobie coś wyjątkowego. Co ważniejsze, była to bardzo ładna prezentacja, która potrafiła przyciągnąć uwagę.

Nie zamierzam na tej podstawie rozstrzygać wyższości taśmy nad streamingiem czy winylem. To nie był test porównawczy źródeł przeprowadzony w kontrolowanych warunkach. Była to po prostu jedna z tych chwil, dla których warto odwiedzać takie imprezy.

Tranzystory nadal rządzą, lampy nie znikają

Jeśli chodzi o wzmacniacze, nadal dominowały konstrukcje tranzystorowe, choć nie brakowało również urządzeń lampowych.

Nie jest to szczególnie zaskakujące. Obie technologie mają swoje miejsce na rynku, a ostatecznie liczy się nie tylko sam rodzaj zastosowanych elementów, lecz także cały projekt urządzenia i jego współpraca z kolumnami.

Na Audio Video Show można zobaczyć imponujące konstrukcje, pięknie wykonane obudowy i elektronikę, której wygląd potrafi rozbudzić apetyt na własny system. Tyle że wygląd i cena nie powiedzą nam jeszcze, jak dany zestaw zabrzmi w naszym domu.

A z tym, jak pokazały tegoroczne prezentacje, bywało różnie.

Klasa D coraz śmielej wkracza do high-endu

Zwróciłem też uwagę na coraz odważniejszą obecność wzmacniaczy pracujących w klasie D. I nie chodzi już tylko o niewielkie, budżetowe urządzenia, które mają być przede wszystkim energooszczędne i zajmować mało miejsca. Takie konstrukcje coraz częściej pojawiają się również w bardzo drogich systemach, w towarzystwie kolumn, których ceny potrafią przyprawić o zawrót głowy.

To interesujący kierunek. Zamiast potężnych, ciężkich wzmacniaczy klasy A czy A/B, z ogromnymi radiatorami i zasilaczami ważącymi niekiedy więcej niż niejeden kompletny system audio, dostajemy niewielkie, lekkie i bardzo sprawne urządzenia. Niektóre wyglądają niemal jak zasilacz do komputera. Trudno nie odnieść wrażenia, że ta niepozorna technologia zaczyna rzucać wyzwanie tradycyjnym, monumentalnym konstrukcjom.

Czy to już nowy trend w high-endzie? Być może. Na pewno klasa D przestała być traktowana jako rozwiązanie zarezerwowane dla tańszego sprzętu. Oczywiście sama technologia nie przesądza o jakości brzmienia, a wielkość obudowy nie jest miarą możliwości wzmacniacza. Jednak coraz częstsza obecność takich urządzeń w kosztownych zestawach pokazuje, że w audio zmienia się podejście do tego, jak powinien wyglądać nowoczesny wzmacniacz.

Unitra. Tym razem wysokie tony nie przekonały mnie do siebie

Jedną z prezentacji, które wypadły w moim odbiorze najsłabiej, była prezentacja Unitry. Dźwięk wydał mi się zbyt natarczywy w zakresie wysokich tonów. Zamiast swobodnego słuchania muzyki miałem wrażenie, że góra pasma zbyt mocno zwraca na siebie uwagę.

Oczywiście trzeba zachować odpowiedni dystans do takiej oceny. Być może po prostu trafiłem na utwór, który nie najlepiej pokazał możliwości prezentowanego zestawu. Dobór repertuaru ma przecież ogromne znaczenie, a pojedyncza prezentacja nie jest wystarczającą podstawą do wydawania ostatecznych wyroków na temat całego systemu.

Nie zmienia to faktu, że właśnie takie doświadczenia są ciekawe. Pozwalają zastanowić się, co sprawia, że jeden zestaw zachęca do dalszego słuchania, a przy innym zaczynamy zwracać uwagę na poszczególne zakresy pasma zamiast po prostu cieszyć się muzyką.

JBL Everest. Wielkie kolumny, wielkie oczekiwania

Jednym z bardziej spektakularnych widoków były kolumny JBL Everest. Ich rozmiary i konstrukcja przywodziły na myśl sprzęt spotykany w profesjonalnych instalacjach kinowych lub koncertowych. Trudno przejść obok nich obojętnie.

Osoba prowadząca prezentację podkreślała, że system potrafi osiągać poziomy głośności porównywalne z koncertowymi. Patrząc na te kolumny, łatwo wyobrazić sobie ich możliwości dynamiczne.

Tym razem jednak sama skala konstrukcji nie przełożyła się na równie spektakularne wrażenia odsłuchowe.

Prezentowane utwory brzmiały poprawnie, ale nie odebrałem ich jako czegoś wyjątkowego. Nie pojawił się efekt WOW, którego można by oczekiwać po tak imponującym zestawie. Nie chodzi przy tym o to, że kolumny nie potrafią zagrać z rozmachem. Nie mam podstaw, by tak twierdzić. Po prostu w warunkach tej konkretnej prezentacji nie usłyszałem niczego, co szczególnie by mnie zaskoczyło.

Duża zdolność do generowania wysokich poziomów głośności to zresztą tylko jedna z cech systemu. Nie gwarantuje automatycznie, że muzyka będzie angażująca, naturalna czy po prostu przyjemna w odbiorze. Głośno nie zawsze znaczy lepiej, a imponujące parametry i rozmiary nie zastąpią odpowiedniego doboru repertuaru, warunków odsłuchowych i zestrojenia całego zestawu.

Gdzie podziało się tegoroczne WOW?

Ogólne wrażenie z tegorocznego Audio Video Show? Nie znalazłem systemu, który bezdyskusyjnie powaliłby mnie na kolana. Było kilka prezentacji, które szczególnie przypadły mi do gustu, ale żadna nie wywołała u mnie tego wyjątkowego zachwytu, po którym wychodzi się z sali i jeszcze długo myśli o tym, co przed chwilą się usłyszało.

Czy to oznacza, że prezentowany sprzęt był przeciętny? Niekoniecznie.

Z czasem coraz trudniej oceniać system audio wyłącznie na podstawie krótkiego odsłuchu. Wiele zależy od akustyki pomieszczenia, ustawienia kolumn, miejsca odsłuchowego, poziomu głośności, a przede wszystkim od odtwarzanego materiału. Nawet bardzo dobry sprzęt może nie pokazać pełni swoich możliwości, jeśli warunki nie sprzyjają prezentacji.

A akustyka? Cóż, rzadko miałem wrażenie, że pomieszczenie szczególnie pomagało prezentowanym systemom.

To jeden z problemów tego typu imprez. Wystawca może przywieźć znakomite urządzenia, ale nie zawsze ma do dyspozycji warunki, w których da się je właściwie zaprezentować.

Warto więc pamiętać, że ocena systemu podczas targów nie musi być oceną jego rzeczywistych możliwości. Jest raczej oceną tego, co udało się usłyszeć w konkretnym miejscu, w konkretnym momencie i przy konkretnym repertuarze.

Największa wartość? Słuchanie muzyki i porównywanie

Paradoksalnie, najbardziej interesujące nie były dla mnie ani ceny urządzeń, ani ich parametry, ani nawet rozmiary niektórych kolumn. Najwięcej frajdy sprawiało mi słuchanie kolejnych utworów wybieranych przez osoby prowadzące prezentacje.

Każdy miał własny repertuar. Różne gatunki muzyczne, różne realizacje, odmienne sposoby pokazywania możliwości sprzętu. Jeden utwór miał zapewne podkreślić dynamikę, inny przestrzeń, kolejny bas, barwę instrumentów albo szczegóły nagrania.

I właśnie to jest dla mnie dzisiaj szczególnie wartościowe.

Mam własny system i spędzam sporo czasu na jego dopracowywaniu. Dlatego podczas odsłuchów na targach mimowolnie porównuję to, co słyszę, z tym, co znam z własnego pokoju.

Jeśli coś brzmi wyjątkowo dobrze, zapamiętuję to i cieszę się samą muzyką. Jeśli natomiast mam poczucie, że czegoś brakuje, zaczynam się zastanawiać, z czego może to wynikać.

Czy chodzi o akustykę? Ustawienie kolumn? Zestrojenie zwrotnic? Filtry? Konfigurację kanałów? A może o samą realizację nagrania albo jego dopasowanie do charakteru prezentowanego zestawu?

Nie zawsze da się znaleźć odpowiedź podczas kilkunastu minut odsłuchu. I nie o to chodzi. Najważniejsze jest dla mnie rozwijanie własnej wrażliwości na dźwięk i zdobywanie kolejnych punktów odniesienia.

To także dobry sposób na odkrywanie muzyki. Niektóre utwory wybierane przez wystawców znam, inne słyszę po raz pierwszy. Jedne przekonują mnie od razu, inne skłaniają do zastanowienia, co właściwie zadecydowało o takim, a nie innym wrażeniu.

Właśnie dlatego przygotowałem playlistę z utworami z tegorocznych prezentacji.

Playlista Audio Video Show 2026 na Tidal

Wszystkie utwory, które udało mi się zidentyfikować i zebrać, umieściłem na playliście Tidal. Można do nich wrócić we własnym systemie i sprawdzić, jak zabrzmią w innych warunkach.

To dla mnie równie istotna część całej imprezy jak oglądanie sprzętu. W końcu to muzyka jest najważniejsza, a urządzenia mają służyć jej odtwarzaniu.

Posłuchaj playlisty

Lista utworów

Poniżej znajdziesz utwory z playlisty w formacie artysta – tytuł.

  1. Cat Stevens – Dream On (Until…)
  2. AR Rahman – Dacoit Duel
  3. Billie Eilish – Lost Cause
  4. Klaus Badelt – He’s a Pirate
  5. Tom Misch – Slow Tonight
  6. Ghost Rider – Make Us Stronger
  7. Trampsta – Chunky
  8. Roger Waters – It’s a Miracle
  9. The Modern Jazz Quartet – Django
  10. Nishida Kazue Shachu – Kugutsu Uta Uramite Chiru
  11. Dire Straits – Why Worry (Remastered 1996)
  12. Harry Styles – Falling
  13. Fink – Trouble’s What You’re In (Live from Union Chapel, London – Oct 5 2011)
  14. Stevie Ray Vaughan & Double Trouble – Tin Pan Alley (AKA Roughest Place in Town)
  15. TOOL – Pneuma
  16. Agnes Obel – The Curse
  17. Yello feat. Heidi Happy – Kiss In Blue
  18. Chris Jones – No Sanctuary Here
  19. TOTO – Endless
  20. Dire Straits – You And Your Friend
  21. Sinne Eeg, Lars Jansson, Mads Vinding & Morten Lund – My Treasure
  22. Schiller feat. Ro Nova & Tricia McTeague – Illuminate
  23. Red Hot Chili Peppers – Around the World
  24. Kari Bremnes – Spor
  25. Kari Bremnes – Det e min sønn
  26. Infected Mushroom – AI Therapist
  27. Harold Faltermeyer, Lady Gaga, Hans Zimmer & Lorne Balfe – Main Titles (You’ve Been Called Back to Top Gun)
  28. Judah Earl – Sand Drawing
  29. John Mayer – Vultures
  30. The Ghost of Johnny Cash – House of the Rising Sun
  31. Ben Howard – Follies Fixture
  32. Angela Brown – St James Infirmary (Live Edition)
  33. Harry Belafonte – Introduction / Darlin’ Cora (Live)
  34. Leonard Bernstein – Vienna Blood Waltz, Op. 354
  35. The Sonny Clark Memorial Quartet – Voodoo
  36. Kari Bremnes – Mi Egen Skrift
  37. Dan Patlansky – Hallelujah

Wygląd kolumn też ma znaczenie

Tegoroczne targi pokazały mi również, że coraz większą uwagę zwracam na sam wygląd kolumn. Niektóre konstrukcje przyciągały wzrok bardziej niż samym brzmieniem. Były imponujące rozmiarami, inne interesowały formą, wykończeniem lub nietypowym projektem.

Pod względem dźwiękowym wiele zestawów odbierałem jako dość podobne. Oczywiście nie oznacza to, że wszystkie grały identycznie. Różnice były słyszalne, a niektóre prezentacje zdecydowanie bardziej przypadły mi do gustu niż pozostałe. Nie jestem jednak przekonany, czy za każdym razem wynikały one wyłącznie z przewagi jednego urządzenia nad drugim.

Być może w części przypadków większe znaczenie miał dobór utworu, akustyka pomieszczenia albo sposób przygotowania prezentacji.

To zresztą jedna z trudności związanych z odsłuchem sprzętu na targach. Żeby uczciwie porównać dwie konstrukcje, należałoby zapewnić im możliwie zbliżone warunki, ten sam materiał muzyczny i odpowiednio dopasowany poziom głośności. W praktyce podczas Audio Video Show rzadko mamy taką możliwość.

Dlatego zamiast tworzyć ranking najlepszych kolumn na podstawie krótkich odsłuchów, wolę potraktować targi jako okazję do poznawania nowych konstrukcji, słuchania muzyki i zbierania doświadczeń.

Qobuz debiutuje w Polsce. Konkurencja dla TIDAL-a?

Tegoroczne Audio Video Show zbiegło się z polską premierą francuskiego serwisu streamingowego Qobuz. To platforma, która od 2007 roku stawia przede wszystkim na jakość dźwięku i muzykę w wydaniach bezstratnych oraz Hi-Res. Jej pojawienie się na naszym rynku jest interesujące, szczególnie że wielu miłośników dobrego brzmienia korzysta już z TIDAL-a.

Czy Qobuz ma coś, czego nie oferuje konkurent? Pod względem technicznym oba serwisy oferują streaming FLAC do 24 bitów i 192 kHz, więc na papierze trudno wskazać zwycięzcę. TIDAL ma natomiast większy deklarowany katalog, obejmujący ponad 180 milionów utworów, oraz Dolby Atmos. Qobuz podaje ponad 100 milionów utworów, ale wyróżnia się rozbudowaną ofertą redakcyjną: recenzjami, wywiadami, artykułami i playlistami przygotowywanymi przez ludzi, a nie wyłącznie algorytmy.

Ciekawym pomysłem jest również oznaczanie muzyki generowanej przez AI, co ma pomóc odróżnić twórczość artystów od masowo produkowanych treści. Qobuz deklaruje też większą przejrzystość w kwestii wynagrodzeń dla twórców.

Czy będzie lepszy od TIDAL-a? Tego nie rozstrzygną same parametry techniczne. Ostatecznie liczą się konkretne wydania, mastering i to, jak muzyka zabrzmi na naszym sprzęcie. Dla mnie pojawienie się kolejnego serwisu oferującego bezstratny streaming Hi-Res jest jednak dobrą wiadomością. Większa konkurencja może przynieść korzyści zarówno słuchaczom, jak i artystom.

Podsumowanie

Audio Video Show 2026 na PGE Narodowym nie przyniosło mi wielkiego odkrycia ani systemu, który zmieniłby moje spojrzenie na domowe audio. Nie wyszedłem z targów z listą urządzeń, które koniecznie muszę mieć u siebie.

Nie oznacza to jednak straconego czasu.

Największą wartością okazała się możliwość posłuchania wielu różnych prezentacji, poznania nowych utworów i skonfrontowania własnych doświadczeń z tym, co proponują inni. To szczególnie cenne, kiedy ma się już własny system i wie, jak wiele zależy nie tylko od samych urządzeń, ale również od ich konfiguracji oraz warunków odsłuchowych.

Targi przypomniały mi też, że nawet najbardziej imponujące kolumny, kosztowna elektronika i obietnice koncertowych poziomów głośności nie gwarantują automatycznie muzycznego zachwytu.

Czasami wystarczy dobrze dobrany utwór i odpowiednio przygotowany system. A czasami, mimo całej techniki i imponującego sprzętu, efekt WOW po prostu się nie pojawia.

I może właśnie dlatego warto słuchać dalej.

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *